|
ZARYS HISTORII CZERMNA, CZĘŚĆ IV (wybuch II wojny światowej)
Pierwsze bomby niemieckie spadły na Czermno w dniu 5 września 1939r, chociaż wieś nie miała żadnego znaczenia strategicznego i przemysłowego. Co wobec tego skłoniło Niemców do zbombardowania Czermna? W dniu bombardowania do Czermna przyjechało na rowerach ośmiu polskich żołnierzy, którzy mieli bronić tę miejscowość. Zakwaterowali się u jednego z mieszkańców Czermna – Kopcia. W tym miejscu muszę zaznaczyć, że większość informacji o czasach II-ej wojny kwiatowej w Czermnie czerpałem z relacji wieloletniego sołtysa Czermna - Antoniego Koniecznego.
Wróćmy do owego feralnego dnia dla Czermna, gdy samoloty niemieckie zniszczyły większość tej wsi. Otóż, najpierw nad Czermno nadleciał niemiecki samolot zwiadowczy, który został ostrzelany przez czermińskiego policjanta i także przez jednego z polskich żołnierzy zakwaterowanych we wsi. Samolot bez żadnej szkody odleciał. Minęła godzina i nad Czermnem ukazały się nie jeden lecz osiem samolotów niemieckich. Piloci niemieccy zrzucili zaledwie trzy bomby, jedna z nich miała trafić w kościół (nie trafiła), druga trafiła w dom Bieleckiego i trzecia wycelowana była w linię elektryczną nie daleko Czermna (nie trafiła). Mimo tego, straty materialne były dotkliwe, bo większość domostw czermińskich była drewniana. Nie trzeba było zrzucać wobec tego większość bomb, piloci niemieccy zrzucili lekkie granaty zapalające i strzelali do domostw z karabinów maszynowych. To wystarczyło do spalenia prawie całej tzw. Ruskiej Osnowy i części ulicy Kościelnej. Razem spalono 117 gospodarstw tj. ok. 50% stanu. Spłonął budynek Zarządu Gminy, a razem z nim wszelkie dokumenyy i materiały będące w sejfie, archiwum oraz Biblioteka Gminna licząca 800 tomów książek. Odnotujmy tu jedną ważną rzecz, zdecydowana większość mieszkańców wcześniej opuściła Czermno i dlatego nie było zabitych. O opuszczeniu Czermna przez mieszkańców zdecydowały wieści o popełnianych przez Niemców okrucieństwach, na terenach przez nich zajętych. Jedna z tych wieści głosiła, że Niemcy po wejściu do danej miejscowości mordowali wszystkich mężczyzn tam będących. Nic dziwnego, że mieszkańcy Czermna w przeważającej większości postanowili uciec do polskich lasów. Ci z tzw. "Ruskiej Osnowy” w kierunku Wąsosza, a z ul. Kościelnej w kierunku Pikul. Uciekając zabierali ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy m.in. zwierzęta domowe, pierzyny, odzież i żywność. Uciekinierów starał się zatrzymać sekretarz gminy F. Wajnbergier, przekonując o sile polskiego oręża nie oddającego wrogowi nawet jednego guzika z munduru. Bez skutku.
W dniu 6 września 1939r do Czermna od strony Przedborza wkraczają wojska wroga i od razu ich żandarmeria kwateruje się w szkole, która ocalała od zniszczenia. Tego samego dnia żandarmeria przeczesywała Czermno w poszukiwaniu podejrzanych o bycie żołnierzami polskimi. W trakcie tych poszukiwań żandarmi zabili w czasie pościgu jednego z ośmiu żołnierzy stacjonujących w Czermnie, pozostali uciekli. Jednak zostało też zabitych dwóch zupełnie niewinnych mieszkańców byli to: Stanisław Majkowski i Sztandera oraz został lekko postrzelony w głowę 7-letni Józek Konieczny. Na tym nie koniec. W Czermnie mieszkały dwie rodziny żydowskie: Jankielów i Abramów oraz samotny Szlamek. Abramowie posiadali sklep i to właśnie ich dwóch synów żandarmi wywieźli do tzw. "Sadzonek” i tam rozstrzelali.
Od następnego dnia Niemcy postanowili poprawić złą atmosferę panującą w Czermnie i okolicach, dlatego namawiali do powrotu uciekinierów i nawet tych, którzy chcieli jedzenia, dokarmiali z własnej kuchni polowej. Powoli mieszkańcy Czermna po upewnieniu się, że nie grozi im już utrata życia, powracali do tego co pozostało z ich dobytku.
Idylla nie trwała zbyt długo, ponieważ Niemcy potrzebowali ludzi do wykonywania drogi tzw. "smołówki”. Wobec tego ówczesny sołtys Czermna Józef Michalski i jego zastępca Andrzej Zięba zbierają ludzi, by wykonać tę robotę. Smołówkę zrobiono od Gustawowa do Skórnic w ciągu miesiąca. Przy wykonaniu drogi pracowali też Żydzi, którzy po skończeniu jej zostali wywiezieni do getta w Przedborzu. Żydzi, kiedy robili drogę musieli na żądanie Niemców powtarzać następujący zwrot :"Nasz Hitler złoty, nauczył Żydków roboty".
Czermno wchodzi tak jak i inne polskie miejscowości w czarną noc okupacyjną. Pomimo tego mieszkańcy starają się jakoś ten trudny czas przeżyć. Pisałem wcześniej, że szkoła ocalała, lecz cenniejsze rzeczy zrabowali Niemcy. W budynku szkolnym pozostały gołe ściany. Nauka w szkole prawie że się nie odbywała, gdyż budynek był zajęty na koszary, magazyn zbożowy; biuro byłej gminy, posterunek granatowej policji i na inne cele. Dzieci uczyły się trochę w Olszamowicach, Smykowie i w Wąsoszu, w małych grupkach po parę miesięcy w roku. Nauczyciele byli przez okupanta zatrudnieni przy zbiórce kontyngentu, wprowadzonego od 1940r. Mieszkańcy Czermna i innych okolicznych wsi musieli obowiązkowo oddawać Niemcom ściśle określone ilości płodów rolnych (zboża, ziemniaków, bydła, wełny, mleka, żywicy itp.). W związku z taką rabunkową działalnością okupanta niemieckiego ilość pogłowia koni zmalała prawie o 60%, bydła też o 60% a trzody o 70% w porównaniu z okresem przedwojennym. Nie dziwi wobec tego, że na tym terenie zapanował głód, taki iż niektórzy sporządzali zupę z lebiody.
Marian Adamczyk
|
|